Zaproszenie na konferencję wygląda zazwyczaj tak samo: dostajesz temat, pytasz ile masz mówić i kiedy jest wydarzenie. To prosta droga do tego, żeby wystąpić — ale niekoniecznie do tego, żeby trafić w to, czego publiczność naprawdę potrzebuje.
To jest wpis z serii „Konferencje prawnicze”. Pozostałe wpisy znajdziesz niżej [lista jest aktualizowana]:
Pierwsze pytanie, które powinieneś zadać organizatorowi, nie brzmi „ile mam czasu, jaki termin?”, tylko „kto będzie mnie słuchał?”. Na konferencji prawniczej różnica między salą pełną partnerów kancelarii a salą złożoną z dyrektorów HR czy członków zarządów jest zasadnicza. Kiedy wiesz, kto siedzi na widowni, możesz zadać właściwe pytanie: z jakimi problemami się mierzą i w czym mogę im pomóc?
Jeśli nie masz codziennego kontaktu z taką grupą — zapytaj. Na LinkedIn, w newsletterze, przez znajomych. Jeden telefon do osoby z branży potrafi lepiej ukierunkować przygotowania niż godzina własnych przemyśleń.
Organizatorzy proponują tematy szerokie, przekrojowe. Większość prelegentów się zgadza (nierzadko bez refleksyjnie) i efekt jest przewidywalny: osiem wystąpień krążących wokół tego samego, każde z nich trochę po powierzchni. Wróć do organizatora z propozycją zawężenia. Wąski, dobrze opracowany temat jest zawsze lepszy niż przegląd zagadnienia.
Kiedy znasz temat i potrzeby publiczności, zadaj sobie jedno pytanie: co jest absolutnie kluczowe z tego, co mam do powiedzenia? A potem zaplanuj, jak to przekażesz tak, żeby zostało zapamiętane — obrazowy przykład, celowa pauza, wyraźny sygnał słowny. Nie zakładaj, że „jakoś to będzie”.
Największa pułapka na tym etapie: wiesz za dużo. Chęć przekazania wszystkiego w ograniczonym czasie kończy się albo mówieniem w tempie, za którym publiczność nie nadąża, albo przeciąganiem wystąpienia kosztem kolejnego prelegenta, albo urwaniem w połowie myśli. Żadna z tych opcji nie jest dobra. Powiedz mniej, ale tak, żeby zostało.
Żadne dobre wystąpienie nie powstaje bez konspektu. Nie chodzi o spisanie całego tekstu słowo w słowo – to pracochłonne i na nic, bo uczenie się na pamięć kilkudziesięciominutowego merytorycznego wystąpienia to przeważnie zły pomysł, na który i tak nie masz czasu. Chodzi o przejrzystą instrukcję: od czego zacznę, przez jakie wątki przejdę, co powiem w podsumowaniu, jaka będzie puenta. Konspekt ma być na tyle szczegółowy i czytelny, żebyś mógł z niego faktycznie korzystać podczas wystąpienia.
Slajdy są przydatne – pomagają pokazać to, czego nie da się opowiedzieć, i pomagają publiczności orientować się, na jakim etapie jest wystąpienie. Ale prezentacja przygotowana zbyt wcześnie, zanim masz konspekt i jasność co do głównego przekazu, staje się mieszanką konspektu, notatek i autopromocji. Slajdy rób po tym, jak wiesz, co chcesz powiedzieć – nie zamiast tego.
Większość prelegentów przygotowuje się w złej kolejności: najpierw slajdy, potem treść, na końcu (jeśli w ogóle) myśl o tym, kogo mają przed sobą. Wynik jest przewidywalny – wystąpienie, które jest może poprawne, ale nie zostaje w pamięci.
Dobra kolejność jest odwrotna: publiczność → temat → kluczowy przekaz → konspekt → slajdy. Każdy krok wynika z poprzedniego.
Jeśli chcesz, żeby Twoje wystąpienie było naprawdę użyteczne dla słuchaczy — i żeby Cię zapamiętali — zacznij od pytania „dla kogo?”, nie od pytania „co powiem?”.
Masz wystąpienie i chcesz się przygotować lepiej niż przeciętnie? Napisz do mnie – racki@orathor.pl. Prawnikom i nie tylko pomagam w tym na co dzień.